Z odwagą w nieznane

Z odwagą w nieznane

Autor: -

Z odwagą w nieznane

5 rano, parzę kawę, wracam do łóżka, losowo wybieram jedną ze stosu leżących obok książek, pada na „Z odwagą w nieznane“ Brene Brown.

Przeczytana, ale przeglądam pozaznaczane fragmenty. Myślę sobie – dobra, wstanę i obejrzę to, o czym krąży w świecie. Nie lubię takich wystąpień, unikam tego, ale jednak włączam netflixowe „Odwagi !“ Brene i k•••a już wiem, że spóźnię się do pracy.
Wracam do domu, po drodze rezygnuję z kina i oglądam jeszcze raz. Nie robię zakupów na zaplanowany jutrzejszy obiad dla przyjaciółek, bo oglądam to jeszcze raz. I już wiem dlaczego z tą książką było mi tak nie po drodze, a potem jednak się dogadałyśmy. Słucham i dociera do mnie, gdzie byłam cały 2018 rok, bardzo trudny dla mnie rok.

Tak, byłam na bezdrożach, na arenie. Walczyłam o siebie tak, jak potrafiłam najlepiej. Czasami nieudolnie, błądząc, nie wiedząc jak to jest walczyć z tymi, którzy wybrali komfort, a nie odwagę. Introwertycy, mam wrażenie, albo inaczej – Ja jestem introwertykiem, więc walczyłam nie wyciągając noża. Zbierałam się kilka lat do tego, żeby powiedzieć dosyć. Nie zgadzam się, nie podoba mi się to, nie chcę tego słuchać, nie podpisuję się pod tym, nie pozwalam na to.

Przegrałam, ale przynajmniej z wielką odwagą. Mogę spojrzeć sobie w twarz. I tak, jestem z siebie dumna.

Brene powiedziała: „Jedno jest pewne: jesteś w życiu dzielny, wybierasz życie na arenie, dostaniesz kopa w tyłek. Upadniesz, doznasz porażki, doświadczysz zawodu, ale warto.“ Mogę od siebie dodać jedynie tyle, że zbierasz się po czymś takim długo bardzo.

Pytacie mnie, jak mi było w Indiach. Było mi bardzo ciężko. Indie były już w momencie „zamiatania“. Wiedziałam, że znowu jadę na bezdroża. Wiedziałam jaka praca mnie tam czeka. Chciałam tej pracy. Daleka jestem od zdań typu joga zmieniła moje życie. To jest proces i albo się na to piszesz, albo nie. I zawsze to jest ciężka praca. Kropka.

Mój ulubiony osteopata byłby ze mnie dumny – tak Karolu, ciężar mojego ciała przesuwa się w końcu na pięty, a nie na palce stóp – nie wiszę już nad przepaścią. Dziękuję Ci za te słowa w październiku. Moje ciało wraca do formy.

Życzę Wam wszystkim pięknej niedzieli, tym dzięki którym wyruszyłam w tę otchłań również. Zróbcie z niej święto. Ja już zaczynam. Jadę na jogę.

I wklejam jeszcze dwa fragmenty od Brene:

„Na bezdrożach bywa samotnie i ciężko, co może skutecznie zniechęcać. Odkryłam jednak coś pięknego. Otóż osamotnienie najbardziej dokucza człowiekowi podczas pokonywania odcinka, który dzieli go od murów miasta do serca bezdroży – to ten sam moment, w którym człowiek oddala się od znanego sobie poczucia bezpieczeństwa, już widzi przed sobą nowe terytorium i podąża w jego głąb pozornie pustą ścieżką. Jeśli jednak będzie konsekwentnie stawiać nogę za nogą i na tyle długo wytrwa na obranej drodze, aby w pewnym momencie całkowicie skupić się na bezdrożach, nagle z zaskoczeniem stwierdzi, że żyje tam już bardzo wielu podobnych ludzi – i oni rozkwitają, tańczą, świętują i czują się u siebie. To nie jest jałowe pustkowie. To nie jest niebezpieczny teren.“

„To z wrażliwości rodzą się miłość, radość, zaufanie, bliskość i odwaga – czyli wszystko to, od czego życie nabiera sensu. Gdy zaznajmy krzywdy, wydaje się, że dobrze byłoby się schować w zbroi, ostatecznie jednak w ten sposób możemy tylko przysporzyć sobie więcej bólu. Godzimy się bowiem na to, aby inni odebrali nam wrażliwość i przepełnili nas swoją nienawiścią. Całe nasze życie oddajemy w ich ręce.“